• U Marii jakaś awaria

    Najpierw Maria Peszek cierpiała w Bangkoku, potem postanowiła pocierpieć trochę w Polityce, w tym tygodniu zaś przeniosła się z cierpieniem do tygodnika Wprost. Tendencja jest ewidentna, do cierpienia pozostał jej jeszcze tylko Newsweek. Zobaczymy w przyszły poniedziałek. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Staje się październik w kapocie podartej

    Trudno jest mówić o mieście, w którym się urodziło, i w którym mieszka się całe życie. O wiele łatwiej być spostrzegawczym we wszystkich nowych miejscach, gdzie co i rusz wpada się na coś, co niezbadane i potyka o nowe. Przechodzę tą samą trasą dziesięć razy w tygodniu, czterdzieści razy w miesiącu, czterysta kilka razy w roku, piętnaście minut rano, piętnaście minut po południu, a jedyne, co zdarza mi się czasem zauważyć, to zmiana pór roku. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Warszawa Powiśle, odcinek trzysta siedemdziesiąty trzeci

    Bozia mnie pokarała nietypową nerwicą, otóż lubię sobie poczytać komentarze pod artykułami w Internecie. Taka trochę perwersyjna przyjemność, coś trochę ocierającego się o masochizm. Tak zwana społeczność internautów lubuje się bowiem w fantazyjnym wypruwaniu sobie flaków, wzajemnym wrzucaniu się do gara z rozgrzaną oliwą, przypalaniu smołą, poddawaniu w wątpliwość prowadzenia się matek współdyskutantów, detektywie Rutkowskim i Natalii Siwiec. CZYTAJ WIĘCEJ
  • milosc.com.pl

    W pewnej bocznej uliczce Internetu natrafiłam ostatnio na kampanię społeczną promującą, uwaga, związek małżeński i miłość na całe życie jako „źródło prawdziwego szczęścia”. Piękne, szczytne i naprawdę trzeba sporo umysłowej gimnastyki, żeby się nie zgodzić. Zatem zgadzam się i jestem gorącą fanką. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Polska (nie) Myśląca

    „Polak jest olbrzym, ale człowiek w Polaku jest karzeł” – i co mi z tego, co mi z tej wiedzy, co mi z myślenia i świadomości, skoro i tak sztandar narodowy mam wdrukowany w DNA. Wielką literą, na biało i czerwono, z inkrustowanym na złoto orzełkiem. Z własną krwią nie wygrasz, trzeba się pogodzić. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Jedno piwo, czyli niepraktyczny przewodnik po warszawskich knajpach plenerowych.

    Ponieważ temperatura na zewnątrz oscyluje wokół dwóch milionów stopni, a w domu wokół trzech, więc umówiłam się z koleżankami A, B oraz C na tak zwane jedno piwo w warunkach plenerowych. W Polsce picie jednego piwa w warunkach plenerowych innych niż własny ogródek lub miejsce do tego wyznaczone skutkuje natychmiastowym wyskoczeniem zza krzaka strażników miejskich. Rzeczona straż dysponuje przy tym jakimś specjalnie wyspecjalizowanym radarem i nie wyskakuje zza krzaka ani nieletnim, ani panom wiadomego autoramentu raczącym się winem o podejrzanym kolorze, przynajmniej nie w moim parku. Moja teoria jest taka, że straż też by chętnie zrobiła jedno zimne w tym upale, ale nie może, bo jest na służbie, stąd nasilone wyskakiwanie. W każdym razie, podjęto decyzję o jednym piwie na legalu. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Quo vadis, Internecie?

    Po tym, jak na jakimś spotkaniu towarzyskim zniszczono bezpowrotnie mą niewinność so gennante mięsnym jeżem, pomyślałam, że oto sięgnięto dna i mroczniejszych odmętów internetu już nie ma. Obiecałam sobie nie klikać w takie rzeczy nigdy więcej, bo wolę trwać w błogiej nieświadomości, niż niszczyć się jeszcze bardziej, ale dziś mnie złe podkusiło i zabrnęłam w zaułek jeszcze mroczniejszy, to jest w kanał na youtubie, gdzie prezentuje się niejaka Grażyna Żarko. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Sex after 40, czyli dlaczego kobiety z Indiany zdradzają swoich mężczyzn

    Kilka dni temu w czeluściach The Huffington Post trafiłam na artykuł o zdradzających żonach. Konkubinach. Partnerkach. Jak zwał, tak zwał. Artykuł podparty był badaniami amerykańskich naukowców (a jakże) z Indiana University, którzy pochylili się nad opisem statystycznym oraz przyczynami kobiecej zdrady. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Tabu

    Rzecz się dzieje o pierwszej w nocy, gorąco niemożebnie, więc na nic innego oprócz podpierania ręką brody mnie nie stać. Siedzę na twardym krześle i słucham, wzrok gdzieś w ścianie, plecy zgarbione, pierwsza w nocy, więc nie mam już siły na fason i na styl. On coś opowiada, lubię go słuchać, bo przeważnie jest mądrzejszy ode mnie, a mi z tym bezpiecznie i bezkarnie, więc słucham sobie bez obowiązku interakcji. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Gorzka wódka, gorzka wódka!

    Skoro mamy lipiec, to znaczy że są ogórki, maliny, wakacje i co tydzień jest wesele. Podobno obecnie obowiązującym trendem jest nielubienie wesel, ostentacyjne ich unikanie, a jeżeli już koniecznie trzeba, to siedzenie w kącie z miną okazującą bycie pod przymusem i pełne poświęcenia cierpienie. Trendu tego nie rozumiem i się z nim nie identyfikuję, bo nie znam lepszego źródła obserwacji antropologicznych, socjologicznych i psychologicznych, niż porządna staropolska biba. CZYTAJ WIĘCEJ