O autorze
Zaczęłam dwadzieścia lat temu, opowiadaniem o bałwanku. W podstawówce były zeszyty w kratkę, zasuszone kwiatki i atrament rozmazany łzami, no a potem, well, potem nastał Internet. Nałogowo podglądam – wszystko, wszystkich i zawsze, a potem samo się pisze. Jak w końcu dorosnę, napiszę książkę. Tutaj warszawsko - o ludziach z autobusu, o dobrych i złych filmach, knajpach, Syrence, kolumnie Zygmunta, kocie Jarosława i holenderskiej trawie na Narodowym. I o wszystkim innym też.

Jedno piwo, czyli niepraktyczny przewodnik po warszawskich knajpach plenerowych.

Ponieważ temperatura na zewnątrz oscyluje wokół dwóch milionów stopni, a w domu wokół trzech, więc umówiłam się z koleżankami A, B oraz C na tak zwane jedno piwo w warunkach plenerowych. W Polsce picie jednego piwa w warunkach plenerowych innych niż własny ogródek lub miejsce do tego wyznaczone skutkuje natychmiastowym wyskoczeniem zza krzaka strażników miejskich. Rzeczona straż dysponuje przy tym jakimś specjalnie wyspecjalizowanym radarem i nie wyskakuje zza krzaka ani nieletnim, ani panom wiadomego autoramentu raczącym się winem o podejrzanym kolorze, przynajmniej nie w moim parku. Moja teoria jest taka, że straż też by chętnie zrobiła jedno zimne w tym upale, ale nie może, bo jest na służbie, stąd nasilone wyskakiwanie. W każdym razie, podjęto decyzję o jednym piwie na legalu.

Warszawa Powiśle
Żeby uniknąć spóźnienia, dojechałam na miasto godzinę za wcześnie (niestety, z pracą tak nie mam). Ponieważ koleżanka A była umówiona na dziewiętnastą trzydzieści, a koleżanki B oraz C na dwudziestą, postanowiłam pogapić się trochę na hipsterów z Powiśla i orzeźwić się przy okazji jednym piwem. Małym. Hipsterów było niewielu, ale rozpoznałam dwoje fanów Coldplay, po tym, że mieli na głowach czarne wełniane czapki z pomponem. Przypominam, że rzecz dzieje się w upalne letnie popołudnie. Godzina osiemnasta w Powiślu ma dużo plusów, jest mnóstwo wolnych leżaków a muzyka nie zagłusza myśli. Jeżeli chodzi o dobór trunków, to zalecane jest jednak espresso, bo jedno małe piwo w upale znacznie utrudnia myślenie. Mogę tylko podejrzewać, jak bardzo utrudnione myślenie mieli państwo w zimowych czarnych czapkach. Jeżeli chodzi o dominujące aktywności o tej godzinie, to przy stolikach o obłożeniu powyżej jednej osoby, dominuje leniwa dyskusja o warunkach atmosferycznych, a przy stolikach o obłożeniu jednoosobowym – dotykanie ekranu smartfona.



Warszawa Powiśle, Kruczkowskiego 3b,
http://www.facebook.com/warszawskiepowisle
Jedno małe piwo z sokiem imbirowym 6 PLN
Można za nie zapłacić kartą.


Na lato
Ponieważ koleżanka A zdecydowała wreszcie, w co się ubrać i wyruszyła w moim kierunku, zmieniłam lokalizację na pobliskie Na lato, gdzie zaplanowano punkt zbiórki. Klubokawiarnia mieści się w byłej siedzibie SLD przy Rozbrat, więc z Powiśla spokojnie można się przejść na piechotę. Przy trzydziestu stopniach po godzinie dziewiętnastej radzę jednak tempo mocno spacerowe, żeby się przypadkiem nadmiernie nie spocić. Miejsca siedzące dostępne są w postaci stolików i krzesełek na chodniku, lub leżaków i puf na trawniku. Definiuje to z góry target knajpy, to jest raczej spodnie-rurki (ale bez zimowej czapki) i odblaskowe trampki, niż wysokie obcasy i koafiura od fryzjera (zdarza się np. w klubach na Foksal). Ponieważ koleżanki A wciąż nie było, zamówiłam sobie jedno piwo z cytryną, oraz po raz kolejny wymieniłam kilka uwag dotyczących warunków atmosferycznych. Po zmroku upał zelżał z dwóch milionów do miliona stopni i można było jako tako oddychać, oraz wymienić się z przybyłymi w końcu koleżankami A, B oraz C uwagami dotyczącymi ulubionych i mniej ulubionych panów, sytuacji zawodowej, planów wakacyjnych, oraz zgeneralizowanej i szerokiej problematyki pod zbiorczym hasłem „jak żyć”. Kiedy około dwudziestej trzeciej zdecydowałyśmy się na zmianę lokalu, było już ciasno i brakowało leżaków, niemniej impreza wciąż była w fazie siedzącej i dyskutującej.

Na lato, Rozbrat 44,
http://www.facebook.com/NaLato44
Jedno piwo 0,5 z butelki z cytryną 10 PLN
Jedno piwo lane 0,4 8 PLN

Plac Zabaw
Z Rozbrat na Myśliwiecką również spokojnie można sobie przejść spacerkiem. Okolica nawet o północy jest spokojna i bezpieczna, i to raczej nas się będą bać, a nie my ich. Dodatkowo, spacerek przy odpowiedniej pogodzie ma wysokie walory estetyczne, bo jest ładnie i romantycznie. Ulicą Rozbrat dochodzimy do Myśliwieckiej, wchodzimy w Agrykolę i idziemy tam, gdzie głośno i gra muzyka. Miejsce ma to do siebie, że nie jest w żaden sposób ograniczone przestrzennie (tak jak znane wszystkim bary z Pola Mokotowskiego), a bywalcy ograniczeni ilością leżaków, zajmują także skarpę przy Trasie Łazienkowskiej, a nawet schodki przy Pałacu Ujazdowskim. W nocnych okolicznościach przyrody ma to swój nieodparty urok, ale i nieco dziwi w kontekście omawianych wcześniej strażników miejskich, którzy ewidentnie nie uprawiają tu tego irytującego procederu z wyskakiwaniem zza krzaka. Zamawiamy po jednym piwie, oscypku i jednej sangrii, po czym lokujemy się na skarpie i kontynuujemy rozmowy o tak zwanym życiu. Skarpy osobiście nie polecam, nie polecają też koleżanki, bo wszystkim nam ścierpły pośladki. Radzimy wybrać kawałek łączki, gdzie jest raczej płasko – poza tym jednym zastrzeżeń nie mamy. Opuściłyśmy okolicę dobrze po północy, impreza była już mocno zaludniona oraz głośna, niemniej również siedząco-dyskutująca. Przekrój społeczeństwa pełny, od nastolatków w dżinsach rurkach, po emerytów.

Plac Zabaw, Myśliwiecka 9 (adres orientacyjny), park Agrykola, obok Trasy Łazienkowskiej.
http://www.facebook.com/pages/Plac-Zabaw/163951410325348
Jedno piwo z butelki 10 PLN
Jedno piwo lane z sokiem imbirowym 8 PLN
Za jedno piwo można płacić kartą.

Miasto Cypel
Ostatnim i docelowym punktem programu zwiedzania było Miasto Cypel. Trudno to nazwać knajpą, klubokawiarnią, czy czymkolwiek z podobnych określeń, bo jest to po prostu duża, zalesiona przestrzeń na Cyplu Czerniakowskim, wypełniona atrakcjami takimi jak kawiarnia, budka z hamburgerami, sceny muzyczne, leżaki, namioty, cotygodniowy Flea Market, kino letnie itd. Podobno jest też plaża, której jednak nie stwierdziłyśmy (i lepiej, odpadły głupie pomysły z kąpielą). Można się poczuć trochę jak w ośrodku wczasowym na Mazurach we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. Z Agrykoli na Czerniakowską przemieszamy się również na piechotę, ponieważ ruch to zdrowie i świeże powietrze to też zdrowie, poza tym okolice są wyjątkowo malownicze. Idąc ulicą Agrykola w kierunku Szwoleżerów mijamy na przykład punkt widokowy z panoramą na Pałac na Wodzie i amfiteatr, także jeżeli jakiś pan chciałby zabrać ulubioną panią na nocny spacer w opcji „na romantyka” – będzie jak znalazł, pani jest wasza. Jeżeli chodzi o sam Cypel, polecamy gorąco. Nadużyć jednego piwa jest trudno, bo po północy kolejka do baru jest trudna do pokonania. Łatwo za to pokonać kolejkę po hamburgery, bardzo sycące i zdecydowanie warte swojej ceny osiemnastu PLN. Na Cyplu w sobotnią noc raczej się o życiu nie rozmawia, bo jest na to za głośno, za to się tańczy na trawie do wtóru Zbigniewa Wodeckiego na zmianę z Rhianną i Nirvaną, do czego śmiało się przyznaję, zaliczając to w poczet tak zwanych guilty pleasures. Z minusów odnotowuję komary i kolejki do toalet. Więcej toalet, mniej komarów.

Miasto Cypel, Zaruskiego 6,
http://www.facebook.com/miastocypel
Jedno piwo z sokiem malinowym 7 PLN
Za jedno piwo można płacić kartą, za jednego hamburgera nie, ale jest bankomat.
Trwa ładowanie komentarzy...