Polska (nie) Myśląca

„Polak jest olbrzym, ale człowiek w Polaku jest karzeł” – i co mi z tego, co mi z tej wiedzy, co mi z myślenia i świadomości, skoro i tak sztandar narodowy mam wdrukowany w DNA. Wielką literą, na biało i czerwono, z inkrustowanym na złoto orzełkiem. Z własną krwią nie wygrasz, trzeba się pogodzić.

Jasne, że się wściekam – na pomnik dziecka z bronią w ręku i w za dużym hełmie, na niepotrzebne śmierci za słuszne idee, na wymachiwanie szabelką, na przysłowiowe konie przeciwko czołgom, Chrystusa Narodów, mesjanizm, Konrada w celi i Kordiana na Mt Blanc, na wszystkie piękne porażki i żaden brzydki sukces, na wielki naród i żadne społeczeństwo. I jeszcze na gówniarza z wielkim emblematem Polski Walczącej, rozpartego na tramwajowym siedzeniu i nagle oślepłego, bo stojący nad nim staruszek ledwo się trzyma na nogach. I na te epickie zrywy na Placu Piłsudskiego i Krakowskim Przedmieściu, po których pozostaje nic, tylko przepalone znicze, jazgot, jad i ponowne skakanie do oczu. Na dumnie łopoczące sztandary i ślepotę na to, co pod własnym nosem, na miliony z lubością pławiące się w żałobie i nagłą pustkę, kiedy trzeba zakasać rękawy i zwyczajnie wziąć się do roboty.



A potem i tak wstaję, i tak mam mokre oczy, z szacunku dla ich wolnej woli i takich a nie innych wyborów, i jeszcze z czegoś mało racjonalnego, czego do końca nie rozumiem, ale mam wdrukowane gdzieś głęboko pod korą.

Nie wstajesz o siedemnastej – to sobie siedź, twoja sprawa i twój wybór, ale nie mów mi o tym, siedź cicho, zamknij się. Milcz.

Trwa ładowanie komentarzy...